autor || główna || zasilanie
dnia 1.kwietnia.2007
Czasem wydaje mi się, że to wszystko dzieje się obok mnie. Zawieszona między snem a jawą, gdzieś obok każdego i wszystkich naraz. Nawet nie czuję sie w swoim ciele. Jakby dusza gdzieś spieprzyła, jakby miała dość. Czas przelewa się przez palce zdrętwiałej ręki w rytm piosenek ze startej, winylowej płyty. I tylko myśli i wspomnienia przyklejają się jak mucha do lepkiego nie chcąc zostawić w spokoju. Gitara, kot, widokówki z Krakowa, kot śpiący obok i zakłócający ciszę swoim muczeniem. Wydawało mi się, że dobrze mieć pokój pełen wspomnień... wydawało mi się.
W moim ogrodzie, gdzie smutek gości,
Gdzie gorzkie dni i gorzkie noce,
W moim ogrodzie, gdzie samotności
Nikt nie rozjaśniał, gdzie nigdy dosyć.


something more? [5]
~~~

dnia 6.kwietnia.2007
Od dni 17 jestem szczęśliwa. Za każdym razem potrafię się uśmiechnąć do myśli kręcących się wokół tego spojrzenia, tej mordki i kudłatego łebka. Śmieję się zza szyby kiedy autobus staje na przystanku, zasypiam z uśmiechem i budzę. Nie potrafię się długo smucić i nie potrafię długo gniewać kiedy On jest obok.
I wciąż zawstydzam się słuchając pewnych rzeczy.
Banalnie? Dziecinnie? Może.
Wesołego.
something more? [3]
~~~

dnia 10.kwietnia.2007
I na co mi to było? Na co mi ciągłe udowadnianie sobie i innym, że jestem silna? Po co ludzie wyrobili sobie o mnie takie zdanie, skoro wśród czterech ścian pokoju wszystko obnaża się przed Księżycem zaglądającym przez okno? Po co było mi wyhodowanie maski śmiechu, za którą zawsze się chowam? Zaraz mienię otoczenie, szkolnych znajomych. Znów będą mnie postrzeli jako wesołą i roześmianą kobietę. A może rzeczywiście jestem nadal małym dzieckiem, które lubi pozabijać wzrokiem przechodniów uważnie lustrujących jego fryzurę, twarz, skórę i pomarańczowe glany? I takim dzieckiem, którego byle gówno rozwala od środka. A łzy płyną same.
I kocham swoich kilkoro przyjaciół, przy których ta maska może polecieć wraz z borem.
A kiedy On się zamyśla, boję się, że zrobiłam coś źle. Jak to się nazywa...? Panika?
something more? [0]
~~~

dnia 10.kwietnia.2007
Reflekcja po świetach? Po tym, że wszyscy zalatani, nikt nie zwraca uwagi na kurczaczka na stole, na podkładki pod talerz z króliczkami? Na malowanie w biegu pisanek, na sprzątanie wierzchnie? Te spory rodzinne przy świątecznym śniadaniu i te dyskusje polityczne, rozmawianie o pracy? ratowanie kota przed psem? Wreszcie ten suchy lany poniedziałek. Brak domowej zabawy, brak szukania czegokolwiek czym można pomoczyć siostrę i rodziców. Brak układania kolejki eletrycznej i całodziennej zabawy nią. Brak zaangażowania w rodzinę. Czy to w ogóle jest rodzina? Teraz? Po ostatnim czasie myślałam, że coś się zmieni, ale czy na prawdę coś się zmieniło?
Tata wyjeżdża kiedy ja będę pisała geografię i miała ustny polski. Śmiać się czy płakać?
40 notka. Jupi jupi.
Guns n roses- November rain
something more? [2]
~~~

dnia 16.kwietnia.2007
Ludzie niektórzy z mojego otoczenia nie są warci uwagi nawet najmniejszej. Notorycznie dają w dupę, dupy i wszystkiego co popadnie. i mimo tego co dziś popołudniu zostało rozgrzebane, i mimo tego, że pan g. znów mnie prześladuję swoim cieniem na truskawce, mimo to, czego już powinnam się od życia nauczyć, dalej próbuję wyciągać, dalej się angażować w znajomości. Na siłę pcham się tam gdzie nie muszę, a co robię z przyzwyczajenia.Z przyzwyczajenia też pomagam tym, którzy na to nie zasługują, tłumaczę się ludziom, którzy mają to w dupie. Ale czasem to już mi wszystko jedno. Wszystko jedno kto do mnie mówi, jak i po co. Nie słucham, przytakuję, zapominam. Gdzieś tam w środku jest rozgrzebana kupa gnoju, której nie powinno się ruszać póki sama nie dostanie nóżek i spierdoli daleko przez trąbkę w lewym uchu. Jedna połowa mnie leje na wszystko, a druga cierpi. czegóż więcej chcieć... chyba tylko większego lenia do matury, której prezentacja leży i nic z nią nie robię.. pff.
klick
something more? [2]
~~~

dnia 19.kwietnia.2007
Pełna jestem podziwu dla własnej głupoty. Z niemal uniwersytecką miną inteligenta w paszczy lwa z gapiącym się z na przeciwka "...oddychaj przez nawilżoną chusteczkę..." i krzyczącym do mnie po imieniu. Że niby to taka dzielna jestem i nieustraszona jak braveheart, kuźwa, współczesności niemalże. I co? że niby gdybyśmy się spotkali, wpadli na siebie i spojrzeli w ślepia to co? Że niby znów zaśmiałbyś się mi w twarz i poszedł dalej, tak? Niby znów miałabym rozpłakać się na środku Waryńskiegoczy innego placu konstytucji tylko dlatego, że serce chciało wyleźć na powierzchnię ze strachu, tak? W dupie mam taki interes. Ciebie też powinnam, tak jak w dupie ma mnie panna G., która i tak już nic nie zdziała, żeby było jak było. I że polski z Hanną na czele mnie napastuje od tygodnia conajmniej i wydziwia co to by się jeszcze przyczepić w związku z konspektem i to, że za dni 15 rano zacznę trząśc nogami w adidasach przed tekstem rozumianym z czytania, da?
do dupy z tym wszystkim.
miesiąc razem? Już??
something more? [1]
~~~

dnia 23.kwietnia.2007
Kiedy tak siedzę i gapię sie w ten płaski jak deska monitor, czasem spojrzę na pijący wiórki z ołówka tulipan szperający w piórniku i tak myslę sobie o niczym konkretnym. I tak zastanawiam się nad rozmową z przyjacielem, nad tym jak ludzie potrafią się zmienić i jak łatwo nagiąć instytucję przyjaciela. Jak łatwo się zmienić, i dalej łudzić, że kiedyś będzie dobrze.
Bo przecież na pierwszym miejscu stawia się osobę kochaną, a dopiero zaraz po niej- przyjaciół. i myslę, że wcale nie powinni czuć się pokrzywdzeni z tego powodu. Bo przecież przyjaciel nie przestanie kochać drugiego przyjaciela miłością iście braterską jeśli jest ktoś taki jak ukochany czy ukochana.
A ja dzisiaj się przekonałam, że dobrze się stało, iż ta przyjaźń się wypaliła do końca. Ale jestem ze swoim Przyjacielem całym serduchem i wierzę, że da radę przetrwać z panem M. mimo wszystko. Tak długie przyjaźnie nie mogą być złudzeniem... ja może mogą?
Pseudo filozoficzne wywody wieczorne.
something more? [0]
~~~

dnia 26.kwietnia.2007
Pryjaciele przychodzą i odchodzą, ale wrogowie się gromadzą.
motto Jonesa


Czasem się zastanawiam czy to przypadkiem ja nie mam jakichś dziwnych zasad czy norm, których boję się nagiąć, czy to po prostu brak czegokolwiek.

8 dni do matury. uroczo.


something more? [1]
~~~

dnia 30.kwietnia.2007
Co to jest miłość?
Czy to uśmiech z mojego lustra
Co to jest miłość?
Czy to usta, czy dłonie twe?


Nie ma mnie już tu. Chcesz mnie znaleźć, to zapytaj...
On. Matura, wakacje, studia... Cała ja.
something more? [6]
~~~







2018:
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2017:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2007:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń