autor || główna || zasilanie
dnia 3.lutego.2007
I powiedzcie mi, gdzie ta ręka Boga, co to ją miałam złapać i miało być świetnie!? Chyba jak narazie złapałam Boga za palec, którego z resztą trzymam się na paznokciu.
Brakuje mi sił i tego "czegoś" w psychice. Dziury w całym? Może, ale na pewno nie jest to tak, jak -moim zdaniem- być powinno.
A to wszystko zmierza w złym kierunku. Tylko ja nie jestem do końca pewna, czy powinnam to zatrzymywać, czy mi się chce dalej tak czuć jak się czuję.

W Zakopcu raz na tydzień świeci słońce:
kasprowy
stacja
niebo
nosal
skały
something more? [4]
~~~

dnia 4.lutego.2007
To wszystko to za dużo dla mnie. Nie umiem sobie poradzić. Nie umiem znaleźć brzegu tego koła. A to wszystko się powiększa, napełnia słoną wodą z oczu. Wszystko jest ciężkie jak nie wiem. Spadłam z deszczu pod rynnę. I znów nie umiem tego przerwać. Łapie się rękawów tych kilku osób i trzymam się kurczowo nie umiejąc sobie poradzić.
Czy można znaleźć bratnią duszę w człowieku o tyle starszym? Dziwne, ale miłe uczucie. Że jednak nie każdy dorosły jest kretynem goniącym za światem biznesu i innych. Nie wiem czy bym sobie bez Ciebie, panie O. poradziła.
Miło wiedzieć, że mimo wszystko są ludzie, którzy pomogą w potrzebie, i że nie jest ich tak mało, jakby się z początku wydawało.
something more? [3]
~~~

dnia 5.lutego.2007
Wczoraj odczułam wielką ulgę. Jakby ten cały ciężar spadł mi z ramion i rozprysł się na miliardy kawałków. Przez dwa dni pękało leciutko na te siedem kawałków. Łzy powodowały erozję i doprowadziły do rozpadu. I wiem ile mnie to kosztowało. Ile kosztowały mnie ostatnie godziny, dni, tygodnie. I ile kosztowało to tych, którzy ze mną byli.
Nawet nie umiem wyrazić jak bardzo jestem im wdzięczna. W języku nie ma słów, które by to nazwały.
Mam nadzieję, pragnę, nie mieć z tobą więcej nic wspólnego.
something more? [4]
~~~

dnia 8.lutego.2007
Już nigdy nie będę sama. Idąc ulicą w centrum, cisnąć się w autobusie jadącym najbardziej zakorkowanym mostem miasta, w ciemnej ulicy na peryferiach. Nawet kiedy zasypiam i budzę się we własnym pokoju. Jest koło mnie. Czuwa w Łowcy snów nad łóżkiem, poprawia mi poduszkę. Jest. Ma twarz, którą znam lecz nigdy nie widziałam. Ma zapach, który unosi się, choć nigdy go nie powąchałam. Jest, choć nigdy go nie widziałam. Pomógł mi się wygrzebać z tego potwornego stanu. Bajecznie.
something more? [1]
~~~

dnia 10.lutego.2007
Zatapiając się w błogiej muzyce ciszy, otulona ciemnością, w której swym wewnętrznym blaskiem lśni zegar będący w dożywotniej zmowie z czasem równo, jednostajnie odmierza sekundy, minuty, godziny. Tik Tak mąci ciszę, spokój wewnętrzny. Myśli nieprzerwanie skradają się za moimi plecami by w odpowiedniej chwili, na umówiony znak zbombardować mnie zewsząd obecnymi iskrami. Torturują mnie obrazami przeszłości, biczują bólem i strachem, poją trucizną nienawiści. Wszystko w ułamki sekund zamienia się w okalającą ciemność zapomnienia, by zaraz uderzyć z nową siłą zjaw zawieszonych między snem a jawą. Wszystko po to, by ostre promienie słońca przebiły się przez warstwę Cirrusów i Statusów i z podwojoną siłą uderzyły w moje powieki wyrywając serce i umysł. By znów człowiek stał się szarym zwierzęciem w pełni uzależnionym od innych, podobnych mu bydląt.

klik klik klik klik

something more? [1]
~~~

dnia 13.lutego.2007
Jest taki moment, kiedy myślisz, że wszystko jest w porządku. Poznajesz nowych ludzi, potrafisz nazwać kilku swoimi przyjaciółmi. Twoje życie pisane na skrawkach kawiarnianych serwetek, pożółkłych fotografiach z odległych krain. Patrzysz na pytania z przeszłości: "czy uważasz się za artystę?" - "nie". Czy na pewno? Czy moja dusza nie równa bardowi w opowieściach z mroków umysłu? Czy artyści nie są szaleni? Czy nie miewają milionów pomysłów na minutę i próbują za wszelką cenę wszystkie zrealizować?
I wtedy leci łza. Po cichu, znienacka spada na nagie udo znikając po chwili w ciemnościach krocza.
Poczyniłam ogromny krok w przód mimo cofania się w tył.
Czy więc mam prawo uważać się za artystę?

{coraz częściej mnie różne rzecz zaskakują, nie uważacie?}
Strachy na lachy- Moralne salto
klik klik klik
klik klik klik

something more? [2]
~~~

dnia 15.lutego.2007
Znów przyłapałam się na tym, że noszę Twoje zdjęcie w portfelu mimo braku szacunku.
i znów przyłapuję się na tym, że oczy pana M. widziane z tak bliska zabijają mnie powoli...
klik

something more? [9]
~~~

dnia 21.lutego.2007
Patrzę na czyste karty niezapisanego zeszytu w fotografie z różnych części świata. Delikatnie dotykam stalowoszarych krat, za którymi zamknięto biel. I już widzę oczami wyobraźni te seki kartek zapisanych, zabazgrolonych gdzieś w drodze do szkoły, na przystankach i w tramwajach. Czasem siedząc na mokrym skwerku w środku miasta. pokochałam ten zeszyt od momentu ujrzenia go wśród innych na półce sklepowej.
i będę pisać o wzlotach i upadkach, każdej łzie nieznanej światu. Każdej nucie grającej w duszy i każdym pixelu zdjęcia. I każdych strupach co-i-raz rozdrapywanych. Każdym przelotnym spojrzeniu, każdym ukłuciu bólu i gniewu. I wszystkie zapiski będą moje. Później dokładnie obejrzane i oddane najbardziej zaufanej osobie, jaką mam.
Never opened myself this way
Life is ours, we live it our way
All these words I don't just say
And nothing else matters

something more? [3]
~~~

dnia 23.lutego.2007
I znów przyszło na myśl lato, znów przyszła na myśl Solina...

...I Krzyś.

Czy ktoś ze mną tam pojedzie??
something more? [5]
~~~

dnia 26.lutego.2007
Kiedyś zbiorę to wszystko w ten mój zielono-okładkowy zeszyt. Wsiądę w trzycyfrowy autobus czarnej linii i zawiozę wszystkie moje wspomnienia jedynej osobie, która na nie zasługuje.

Moje wizje rodzą się gdzieś tam głęboko, podświadomie. Potem wypełzają jak szczury nocą z kanałów. Takie małe imaginacje.
A już dziś wiem, że moje zdjęcia na palcach jednej ręki policzę. Mała wystawa dzieł sztuki nieartystycznego nieładu myśli nieposkładanych.
something more? [2]
~~~

dnia 27.lutego.2007
Trzeba się wreszcie zebrać w garść. Co z tego, że nie pomógł drugi byt z kimś. Najgorsze jest to, że jeszcze dwa miesiące. A potem więcej go nie zobaczę. Czy to dobrze?
Czy to wszystko zakończy moje płakanie z uwagi na nitkę, którą zaraz pewnie zacząłby się bawić? i bawiłby się całą trasę tegoż autobusu. A potem by o niej zapomniał i znalazł sobie inny obiekt do "dyndania". Ehh pieprzone wspomnienia.

A z Hrabią dochodzimy do różnych wniosków, rozmawiamy na różne tematy. Tak jest dobrze. Póki co;)
something more? [7]
~~~







2018:
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2017:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2007:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń