autor || główna || zasilanie
dnia 5.stycznia.2007
Rok 2006? Mógłby dla mnie nie istnieć. Wszystko co chciałabym pamiętać zamknęłam już w pudełku po gwiazdkowych ciasteczkach i włożyłam pod poduszkę w wiosenne truskawki.
Metamorfoza, dorastanie oznacza inny punkt widzenia na świat, przyjaciół, mężczyzn. Zmiany podobno zachodzą przez cały czas. Teraz nie wiem cóż to. Spojrzałam na siebie jak człowiek stojący w obliczu początku końca. Widziałam, jaka byłam kiedyś, jaka jestem teraz. Ilu ludzi spotkałam i ilu odeszło. Ale zawsze pozostawała ucieczka w muzykę, w siebie. I tę właśnie chcę pokazać.
something more? [2]
~~~

dnia 7.stycznia.2007
Emocje są jak rzeki. Płyną w umyśle drążąc swoje koryta, większe lub mniejsze zakola. Czasem natrafiają na przeszkody. Jedne omijają, inne obmywają nie zmieniając swojej drogi. Są jednak bariery, których tak łatwo się nie zmyje. Trzeba czasu, dużo czasu, by zlikwidować problem. A czasem rzeka zmuszona jest rozdzielić swój nurt na dwa, by dalej płynąć. Wtedy krople emocji mkną przez pustynie policzków by dotrzeć do ich krawędzi i spłynąć na delikatną powieszchnie chusteczki. Wszystko potęguje się, kiedy woda jest skażona jakąś chorobą, przez co osłabiony organizm jest podatny na bodźce.
Niekiedy lekarstwem na to wszystko staje się kilka myśli krążących wokół jednej osoby. Uczucie, którym darzy się tę osobę pozwala uwierzyć i podnieść się by dalej nieprzerwanie żyć.
something more? [0]
~~~

dnia 9.stycznia.2007
Boli! Potworny ból całego ciała! Z wielkimi trudnościami wstaję z łóżka potykając się o tygrysie łapy. Podążam do kuchni obijając się o ściany, podpierając rękoma. Cudem uchroniłam się od upadku na twarz. Odzywają się moje płuca, gardło woła o pomoc. Mózg przelewa się z jednej do drugiej dziury w nozdrzach. Dopadam blatu stołu. Przewracając flakoniki z syropami łapię za lekarstwa, wysypując połowę opakowania na podłogę. Popijam wodą i ześlizguję się po pobliskiej ścianie. Czuję jak wszystkie specyfiki zaczynają działać rozchodząc się w moim ciele, w każdej komórce.
Nikomu nie życzę takiego choróbska jak moje.
something more? [2]
~~~

dnia 12.stycznia.2007
Zakładając, że mam w sobie tyle siły ile po mnie widać, moje obawy są zbędne. Powinnam być spokojna, dam radę. A co będzie, jeśli moje małe niebo znów runie z wielkim *bum* i roztrzaska się o bruk starego miasta? A co będzie, jeśli znów coś przeoczę, zapomnę i zbyt gwałtownie zareaguję?
Czy ja się nie boję, że stracę to, co mam i co chciałabym mieć jak najdłużej?
Cały czas się uczę. Próbuję poznać każdy zakamarek Twojego umysłu, próbuję zrozumieć. A jeśli to działa głownie w jedną stronę? Tak, wiem, tragizuję i panikuję. Ale za to proszę podziękować panu, którego zostawiłam wraz z bardem. I pomyśleć, że go tak broniłam przed spraniem przez Smoka, pfff.
Nie mniej moja panika powinna być usprawiedliwiona choć w malutkim stopniu i w takim samym zrozumiana. Bardzo dużo wysiłku mnie kosztuje tłumaczenie sobie i wprowadzenie siebie na kolejne stopnie zaufania. Ale chyba się opłaca, prawda?
Boli mnie ręka.
something more? [1]
~~~

dnia 13.stycznia.2007
Moje myśli są w ciąży. Z dnia na dzień raz wesoło raz smutno, innym razem znów mamy ochotę pozabijać wszystkich w koło. Dziś przyszła pora na świrowanie. Naładowałyśmy akumulatory muzyką, zapakowałyśmy Twixa do kieszeni, w drugą garść marzeń. W ręce trzymamy muzykę grającą w duszy, w drugiej zdjęcie naszego "wyleniałego i starego Kocura". Jeszcze na plecy zabrać plecak z aparatem i odrobiną adresów do przyjaciół, zamknąć oczy i wyruszyć w świat zostawiając to wszystko co się ma. Wyjechać jak najdalej, stanąć na szczycie i popatrzeć wreszcie na wszystkich z góry! Poczuć zimny wiatr we włosach i krople wody opryskujące twarz kiedy jest się przy nawietrznej burcie.
A potem wrócić do przyjaciół i do Niego. Spędzić z nimi najwspanialsze dni w życiu, o których czyta się w książkach popularnych. Pijąc sok wiśniowy udając, że to czerwone wino. Rozkoszować się każdą minutą bycia z ludźmi, których się kocha.
Potem otworzyć oczy i znów znaleźć się w szarej i monotonnej rzeczywistości, ale już nie będąc taką samą. Mając garść kolejnych wspomnień do kieszeni chowanych zapomnieć o tym, co czeka w tym ciemniejszym zaułku umysłu.
Lynyrd Skynyrd
Sweet Home Alabama

something more? [0]
~~~

dnia 14.stycznia.2007
Czy zdanie "nie dam, bo nie lubię Owsiaka" jest powodem, żeby nie dołożyć się do sprzętu dla dzieci?? Czy niechęć do starszego mężczyzny-człowieka- ma być w konsekwencji brakiem pomocy młodej i poszkodowanej osobie?
Nie rozumiem ludzi. Cieszę się jednak, że mimo braku serduszek(w końcu nam się skończyły) ludzie dawali pieniądze, bo niektórzy są bezinteresowni.
Kocham akcje Wielkiej Orkiestry za to, co robią dla innych.
something more? [3]
~~~

dnia 15.stycznia.2007
List do M.
Nawiedzasz mnie już drugą noc z rzędu! Czego Ty jeszcze ode mnie chcesz? Czemu ciągniesz mnie za sobą w otchłań zapomnienia, Twojego umysłu!? A potem odchodzisz bezszelestnie nad ranem, by przyjść kolejnej, sennej nocy. To już było i, mam nadzieję, nigdy nie wróci! Zapamiętaj sobie! Jesteś beznadziejnym egoistą i modlę się, żebym więcej takiego nie spotkała! Jesteś z gatunku facet facet, które powinno trzymać się z daleka.
I pomyśleć, że kiedyś byłam tolerancyjna.
something more? [6]
~~~

dnia 17.stycznia.2007
I czegoś się nie podniosła jak prosiła o chętnych? Jak to Po co! Łatwiej by było! Mniej pisania! A teraz co!? Napisałaś cztery i pół strony i myślisz, że to źle czy dobrze? Zobacz co z siebie zrobiłaś! Wrak, nie przyjaciółkę! Jak ja teraz mogę na Tobie polegać co!? Opiekuję się Tobą, próbuję nie przeciążać, a Ty mi się tak odwdzięczasz? Niezdolnością do pracy po dwóch godzinach pisania, tak? No to cudowna z Ciebie i pomocna przyjaciółka. Odetnę Cię i całemu ciału będzie lżej. Straszę? To mi się napraw, bo jutro też mamy sporo do napisania. Nie, już Kochanowskiego nie będzie. On już miał swój czas i z niego skorzystał. Tak, pobił Cie. Pieśnią III pieśni wtórych.
A pan ze snów jest bardziej złośliwy niż mi się zdawało. Znów rozmowa burząca wszystko.
something more? [0]
~~~

dnia 18.stycznia.2007
Jestem kolejną twoją lalką na półeczce obok słoiczka, gdzie w formalinie zanurzona jest miłość.


Nocne myślenie nie pomaga. Wysyłanie tekstów nieprzytomnym też. Dziękuję.
something more? [5]
~~~

dnia 22.stycznia.2007
Wpadłam w wir czasu i uczuć, których mam pełno kłębiących się w sercu. A czas nie chce zwolnić tępa swojego galopu.
Zagubiłam gdzieś w tym wszystkim własne ja.
Jubileusz. 10 not.
Pe es. Sto lat mamo.
something more? [4]
~~~

dnia 23.stycznia.2007
Przeraźliwe zmęczenie daje się we znaki. Cała kurtyna niewiedzy na temat Drugiej Wojny Światowej i tego co po niej podnosi się z każdym dniem wyżej, a ja ryję niżej o deski sceny życia. 7 filmów o totalitaryźmie w przeciągu dwóch dni nie działają dobrze na psychikę. Zaczynasz się zastanawiać, doceniać to co masz, zaczynasz cenić ludzi, którzy zginęli i którzy zdołali przeżyć.
Gdyby jeszcze oglądający to ludzie mogli oglądać to wszystko z zainteresowaniem i z niedowierzaniem patrzeć na "defiladę" o Korei Północnej.
Głupie? To, że filmy uderzają w szare komórki? To, że siłą powstrzymuje się, żeby podczas pałowania we wschodnich Niemczech nie wybuchnąć płaczem? Może. Moim zdaniem nie wszyscy potrafią spojrzeć na tamte czasy.
A do tego dochodzi ta przerażająca wręcz obojętność, z drugiej strony ten ból przeżywania tego samego. Nie chce już więcej tego, co było, nie chcę żeby to wróciło pod postacią innych okoliczności. I co najważniejsze: nie chcę czuć się obco.
I wiecie? Otworzyłam się przed pewną osobą, która nawet nie zdaje sobie sprawy ile dla mnie robi. Po tylu osobach płci pięknej bałam się, że znów *przyjaciółka* okaże się złudzeniem. I wątpliwości co do nazwania Jej *przyjaciółką*. Kiedyś ktoś mi powiedział, że za szybko tak ludzi nazywam. Miał rację?
Dziękuję Ci z całego tego pozszywanego serca.

Pe es. Dzisiaj mija miesiąc. Na pewno?
Pe es dwa. Sto lat, moja młodsza siostro.
something more? [7]
~~~

dnia 26.stycznia.2007
I to już koniec. Koniec przeżywania okrucieństw wschodu i zachodu Polski, po wojnie, po grubo której się urodziłam. Koniec codziennych, potężnych dawek emocji, które gnieździły się od pierwszych minut "Good Bye Lenin" oglądanego w poniedziałek, przez "zycie i niezwykłe przygody szeregowca Czonkina", a kończywszy na "Kornblumenblau" i krótkometrażowym filmem "Nawiść".
Po tym tygodniu czuje się inaczej. Jak przypomnę sobie kadry z tych filmów, które są jednak oparte na faktach, chce mi się płakać. Może to te emocje, które nie zdąrzyły ujść podczas seansu "bo nie wypada". Ale przede wszystkim nie umiem zrozumieć Niemców, Rosjan i niektórych Polaków. Nie umiem w żaden sposób zrozumieć tego, co nimi kierowało. Nie umiem powiedzieć, przetłumaczyć sobie jakim prawem Hitler robił czystki, a Lenin i Stalin doprowadzali kraje do wymarcia. Nie umiem i chyba nigdy nie uda mi się tego zrozumieć.
Ale ciesze się. Bardzo się cieszę, że mogłam w tym uczestniczyć. Że te wszystkie emocje się pojawiły. I ciesze się, że jako jedna z nielicznych osób(co wynika z rozmów z innymi uczestnikami) trafiło to do mnie w taki, a nie inny sposób.
I żałuję, że niektórzy nie umieli zachować się odpowiednio do sytuacji nawijając, gadając i komentując to wszystko. Zero szacunku.
something more? [0]
~~~

dnia 27.stycznia.2007
Nie lubie ludzi, którzy nie umieją uszanować własności innych. Nie umieją po prostu zapytać czy mogą zobaczyć. Nie rozumiem, bo przyjaciele to to nie są.
something more? [4]
~~~







2018:
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2017:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2007:
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń